naksju patkjevjitrz

GENEWA


Link 23.08.2011 :: 20:33 Komentuj (1)




























































OTO TALENT GABRIELA SZYRSZENIA


Link 24.09.2010 :: 00:35 Komentuj (4)
NAKSIU KOLBE WE WŁASNEJ OSOBIE










cdn.




Pieśni z domu niewoli


Link 06.06.2010 :: 00:00 Komentuj (2)
Deszcz ognisty nas wyrwał z wąwozów Jordanu,
z plantacji róż zbyt wonnych, z upojeń balsamu -
gdzie za lampą oliwną panny kryją w domach
krwawy odblask mandragor, kolendru aromat,
gdzie pasterzom na polach nocą chłodną śni się -
ogromne lwie łożysko, Bóg i góry rysie.

Gdzie tamaryszek rzewny, oliwka dojrzała
i dolina Refaim w ostrowów pościeli
unosząca na wieczność popioły Racheli.

Może teraz na Kanę spadły anemony,
a drużba niesie młodym w ręku liść palmowy.

Może wyschła na orzech - pusta i brązowa
z mgłą upiętą w kokardy - droga Tobiaszowa.

A pustelnik z szarańczą trwoży się co rano,
że święty musi dreptać tam, gdzie fruwa anioł.

1951, 1997
Jan Twardowski






na niektórych zdjęciach barwy za bardzo wzmocnione - za co przepraszam, ale nie chciało mi się już tego korygować


Link 03.06.2010 :: 19:09 Komentuj (1)











Link 10.05.2010 :: 18:24 Komentuj (4)
Kocham Świat

Kocham góry, lasy, łąki,
Kropki czarne u biedronki.
Kocham nawet muchę w zupie
I pajączka w krowiej kupie.

Kocham sowę i tygryska,
Lecz mu nie dam swego pyska.
Lubię wielkie ośle uszy
I gdy zając uchem ruszy.

Gacki czarne nietoperze,
Krowie placki kocham szczerze.
Słowik ciągle coś tam plecie
I kangurka lubię przecie.
Kangur w torbie coś przemyci,
Deszczyk kocham tyci-tyci.

Goryl pięści ma jak dzwony,
Może zabić jest szalony
- Łapy jego rękawice,
Kocham krowie ciężkie cyce.

Taki ze mnie poetunio
Naksiu mały kokietunio. 


MATEO


Link 01.05.2010 :: 10:48 Komentuj (1)






wspomnienia wracają


Link 15.04.2010 :: 21:19 Komentuj (5)
Wakacje w Dębnie na domkach były prawdziwą odskocznią od codzienności w Nowym Targu. Rodzice ze znajomymi i krewnymi wynajmowali letniskowy domek. W letnie wakacje była to prawdziwa osada biwakowiczów. Rano z kuzynem Maćkiem i kolegą Łukaszem wybieraliśmy się nad Białkę szukając atrakcji, płatając figle, robiąc tamy i pływając w lodowatej wodzie. Innym naszym ciekawym miejscem osady był mały placyk w lesie, gdzie znajdowały się huśtawki. Za pieniądze, które rodzice dawali nam na lody kupowaliśmy papierosy, ale nie potrafiliśmy się zaciągać - nawet nieźle mi szło jak na ośmiolatka.
    Domki były ponumerowane, nasz znajdował się (o ile mnie pamięć nie myli) pod numerem 52, ale nie o nim mowa. Czterdzieści metrów od świetlicy znajdowały się fundamenty jakiegoś brakującego domku, nie wiem, czy był niewybudowany, a może kiedyś się spalił. Tuż za nim znajdował się inny. Wcześniej był zamknięty, lecz pewnego ranka zauważyłem przyjeżdżające osobowe samochody. Pojawiły się nowe twarze. Ale wśród tych zwykłych w niczym się nie wyróżniających postaci, znalazła się jedna buzia, która wywołała we mnie ogromne zainteresowanie. Grała z siostrą, albo kuzynką w babinktona. Miała czarne włosy sięgające brody, prawa część grzywki opadała na buzię zakrywając częściowo prawe oko. Jej śniada cera miała odcień oliwkowy; nie była mulatką, to opalenizna dawała taki wspaniały efekt. Popołudniu spotkałem ją na huśtawkach, siedziała na ławeczce i przyglądała się wszystkiemu, co działo się dokoła. Jej wesołe spojrzenie poraziło mnie po raz pierwszy w życiu piorunem miłości. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z czymś podobnym, czymś co absorbowałoby mnie ponad miarę jakichkolwiek granic.
    Z początku dziewczyny śmiały się z nas i drwiły z naszych niezgrabnych zalotów. Wiedziałem już, że jestem młodszy o dwa lata, lecz starałem się to zataić. Doszedłem do wniosku, że lepiej będzie zgrywać starszaka, a jeśli zdobędę jej serce, to bez obaw do wszystkiego się przyznam. Na huśtawkach udało mi się z Nią porozmawiać, z trudem składając zdania i przypominając sobie jakieś słowa, ale w tym czasie Maciek z Łukaszem - nie wiem dlaczego - zaczęli się tłuc obok nas. Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. W końcu udało mi się z nią umówić na świetlicy na następny dzień na godzinę 16. Niecierpliwie czekając na moją pierwszą randkę, próbowałem wymyślić coś, czym mógłbym się jej przypodobać.
        Następnego dnia rano nad Białką, próbowałem wywróżyć sobie z kwiatów – odrywając kolejno listki – czy dzień ten zaliczyć będę mógł do moich wspaniałych i niezapomnianych; niezapomniany został po dziś dzień. Przy czwartym zerwanym kwiatku, szczęście przestało mi dopisywać, więc doszedłem do wniosku, iż lepiej nie kusić losu następną nieudaną wróżbą, bo nici z mego związku.
    O 16-tej czekałem jak na zbawienie, minęło 15 min… 20, dziewczyn nie było – postanowiłem wykorzystać wolną chwilę, trenując w milczeniu ustami pierwsze całowanie. Po 3 kwadransach ujrzałem śmiejącą się moją ukochaną.  Była z innymi dziewczynami. I wszystko przebiegałoby być może dobrze, gdyby chłopakom coś nie odbiło, bo któryś z nich rzucił jakimś małym kamykiem w stronę dziewczyn. Nie było to rozsądne, bo tak się niefartownie to zakończyło, że zamiast pierwszego buziaka dostałem od mojej lubej solidny wpierdol.
    Dziękuję wam chłopaki za spieprzone wakacje i nieudany związek.
    Może kiedyś gdzieś o zachodzie słońca, pośród śpiewu ptaków, nucącego czule wiatru i śmiejącej się tęczy; spotkam ten sam wzrok, te same śniade lica, oczy jak ze snu i żeby było kwita, przypierdolę jej z kolana w brzuch.




gumi-las


Link 22.11.2009 :: 00:00 Komentuj (3)






Keczupowie


Link 30.08.2009 :: 00:00 Komentuj (2)



















































tegoroczne lato


Link 11.07.2009 :: 00:00 Komentuj (0)














Załóż bloga

Linki

ania
kanyk
lesny
major
klisiu
jordan
fobik
nacjej.pobak

Archiwum

2016
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004
2003
2002

Kategorie

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl